|
Super-MOr - Nie 19 Lut, 2006 17:14 ‘EKONOMIKIZM’ – CZYLI BEZ AKUMULACJI NIE MA KOLACJI Za nami kolejne wybory, na scenie politycznej prezentuje się cała plejada partii, ruchów i ugrupowań politycznych. Jedne z nich każą nam się cieszyć że ‘jest świetnie i tyle osiągnęliśmy w ciągu ostatnich 15 lat’, inni uważają, że ‘jest fatalnie i zostaliśmy ograbieni’. Być może jest to właściwy moment, żeby rozpocząć merytoryczną dyskusję o najważniejszych dla naszego kraju sprawach – w jakim miejscu jesteśmy i jakie perspektywy są przed nami. I jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? III RP – NAJBIEDNIEJSZY KRAJ UE Zacznijmy od kilku podstawowych faktów: Polska jest dziś najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej; pomimo wzrostu gospodarczego średnia płaca realna w Polsce spada; 1 próg podatkowy płaci ok. 95 procent Polaków; w biedzie i ubóstwie żyje ok. 50 procent Polaków, a 40 proc. polskich dzieci jest niedożywionych; kredyt inwestycyjny w Polsce jest jednym z najdroższych w Europie; wykształcenie wyższe posiada ok. 10 procent Polaków; mamy najwyższą w Europie liczbę bezrobotnych, z czego wśród młodzieży do 24 roku życia współczynnik bezrobocia wynosi ok. 40 procent; praktycznie nie istnieje w Polsce system osłon socjalnych oraz systemu kursów i szkoleń dla bezrobotnych oraz poszukujących pracy, a także tych, którzy pragną otworzyć własny biznes; mały i średni biznes – podstawa każdej normalnej gospodarki wolnorynkowej - zamiast być chroniony i wspierany, są przez nasze państwo nękane wysokimi podatkami, domiarami i akcyzami, utrudnieniami administracyjnymi, arogancją i niekompetencją urzędników, a przede wszystkim wszechogarniającą korupcją wszystkich szczebli władzy. ‘ELITY’ III RP – NAJWIĘKSZĄ BARIERĄ WZROSTU Ponieważ Polacy okazują się być, przy całej wymienionej powyżej polskiej biedzie, jednocześnie jednym z najbardziej pracowitych narodów w UE – średnio przepracowanych 44 roboczo-godzin w tygodniu na pracownika, a pomimo barier administracyjno-finansowych mamy jednak do czynienia w Polsce z dość niezłym wzrostem gospodarczym - to można z całkowitą pewnością uznać, że główna wina polskiej biedy i zapóźnień gospodarczo-cywilizacyjnych leży po stronie rządzących: polityków, ekonomistów i mediów, które fatalnie zarządzają polskim kapitałem społecznym i gospodarczym, a cały wzrost ekonomiczny odbywa się dzięki wrodzonej polskiej zaradności, pracowitości i szerokiej pomocy rodzinno - znajomościowej. Mówiąc krótko: cały polski wzrost gospodarczy od 1989 roku odbywa się pomimo, a nie ‘dzięki’ naszym elitom ekonomiczno-politycznym. Także żadna z polskich reform po ’89 roku bynajmniej nie była w żaden sposób ‘wyjątkowa’, gdyż wprowadzenie elementarnych zasad wolnorynkowych i przywrócenie wymienialności pieniądza zostały zastosowani praktycznie na całym obszarze państw postkomunistycznych Europy Środkowo-Wschodniej. I tak samo ci, którym podobno mamy także ‘dziękować’ za zduszenie galopującej inflacji przełomu lat 80—tych i 90-tych, sami tę inflacje wywołali. ‘EKONOMIKIZM’ KONTRA ‘SOCJAŁY’ Co więcej, można spokojnie przyjąć za pewnik, że wprowadzony do publicznego dyskursu w początkach III RP wykoślawiony język rzekomego ‘ekonomicznego liberalizmu’ - nie mający wiele wspólnego z prawdziwym, realnym wolnym rynkiem we wszystkich jego odmianach i rozwiązaniach oraz całym jego wielowarstwowym skomplikowaniem (np. przemilczenie oczywistego faktu, że USA corocznie sprowadza do siebie setki tysięcy wykształconych i zdrowych specjalistów, dzięki czemu rząd amerykański może oszczędzać na publicznych szkołach i służbie zdrowia – co powoduje ich fatalną jakości w porównaniu np. z ich europejskimi odpowiednikami) – ten pseudo-wolnorynkowy niby-ekonomiczny żargon, usprawiedliwiający zawłaszczenia (‘Pierwszy milion trzeba ukraść’), nierówności i biedę, został opracowany jako zasłona dymna dla z góry do zaplanowanej operacji uwłaszczenia postkomunistycznej nomenklatury (wraz z dokooptowaną częścią środowisk liberalnej lewicy solidarnościowej). Ów pseudo-libralny slang obecnie używany jest do dalszego utrwalania postępującej oligarchizacji i katastrofalnego rozwarstwienia społecznego, które prowadzi do wytwarzania się osobnych kast społecznych o praktycznie nieprzekraczalnych granicach, bo trudno dziś w Polsce mówić już nawet o klasach społecznych. Jednak największym problemem są jednak nie tyle różnice w dochodach - naturalne w każdej gospodarce rynkowej (ale oczywiście nie w takiej skali jak w III RP) – najbardziej dramatyczny problem leży w fakcie, że jak wynika ze wszystkich badań i statystyk, około połowa społeczeństwa polskiego jest niedożywiona, pozbawiona wykształcenia, a przez pozbawienie jest jakichkolwiek perspektyw, w praktyce jest systemowo wykluczona z jakiegokolwiek udziału w życiu społecznym i gospodarczym Polski. Stąd też jakiekolwiek porównywanie procentów bezrobocia z innymi krajami UE jest pozbawione większego sensu, gdyż liczby nie potrafią opisać całej beznadziejności i braku perspektyw polskich bezrobotnych. W dzisiejszej III RP mamy do czynienia z dwoma typami języka ekonomicznego: specyficznego ‘liberalnego ekonomikizmu’ (będącego specyficzną odmianą post-marksizmu: ‘Prawdziwy kapitalizm to bogaci kapitaliści i biedny proletariat!’) oraz socjalno-roszczeniowym. Oba te języki są ułomne, i żaden z nich nie pozwala na zrozumienie zasadniczych problemów stojących przed polskim społeczeństwem, polską ekonomią i gospodarką. Pierwszy z wymienionych języków, ‘liberalny’ operuje wszelkimi możliwymi odmianami słowa ‘wolność’, ale dziwnie łatwo zapomina, że jedną z ‘wolności’ jest także prawo do wolności od biedy, a jedyną dzisiaj realną perspektywą na poprawę swojego bytu dla wkraczających właśnie na polski rynek pracy roczników wyżu demograficznego pozostaje już tylko wolność do... emigracji. Język ‘socjalny’ – czy to lewicowy, czy też chadecko-konserwatywny. odwołujący się do kościelnej nauki społecznej, jest znowuż fatalnie przestarzały i staromodny, kiedy operuje staroświeckimi terminami w rodzaju ‘wrażliwość społeczna’ czy ‘państwo opiekuńcze’. ‘KAPITALIZM’ A REALIZM Dopiero pełne poznanie i zrozumienie konkretnych przypadków i rozwiązań społeczno-ekonomicznych poszczególnych państw o gospodarce wolnorynkowej może pokazać nam ewentualne drogi do stabilnego rozwoju społeczno-ekonomicznego. Wydatki na naukę, kulturę, wykształcenie i zdrowie własnych obywateli należy zobaczyć przede wszystkim jako najzwyklejsze w świecie inwestowanie we własnych obywateli, tak samo jak firmy i spółki inwestują we własnych pracowników – fundując im kursy, szkolenia i konferencje, doszkalanie i przebranżowienia, i nie traktując tego bynajmniej jako ‘miazmaty socjalizmu’, tylko czysty biznes i długofalowe inwestycje w kapitał swojej firmy. Podobnie należałoby zacząć wreszcie traktować wszystkie niezbędne wydatki na infrastrukturę kraju jako podnoszenie wydajności naszej Firmy ‘Polska’ dzięki rozbudowie i modernizacji infrastruktury krajowej, który owocuje większym wzrostem gospodarczym. Natomiast ewentualne pretensje, że podobno ’Wszystko powinno być płatne’, porównać można do domagania się, aby także wprowadzić powszechną odpłatność za chodzenie chodnikiem i jazdę windą – ‘No bo ktoś to w końcu zbudował i konserwuje’. Infrastruktura stanowi część służebną wspólnej ‘firmy’ – dzielnicy, miasta czy państwa, i jest naszą wspólną inwestycją w naszą wspólną przyszłość. I nie ma to nic wspólnego z jakimś ‘socjalizmem’ – a wszyscy ci, którzy nie potrafią tego pojąć, dziwią się potem, że rzekomo socjalistyczna’ Dania jest w rzeczywistości krajem o większej wolności gospodarczej niż rzekomo ‘wzorcowo kapitalistyczne’ USA. BEZ AKUMULACJI NIE MA KOLACJI Inną realną barierą zagrożenia dla stabilnego wzrostu gospodarczego Polski jest sytuacja, kiedy zarówno znaczna część dużych polskich firm i instytucji finansowych, takich jak TPSA czy STOEN, super- i hipermarkety, fundusze emerytalne, a przede wszystkim ponad 80 procent polskiego systemu bankowego została sprzedana albo oddana w ręce zagranicznych inwestorów. Inwestorzy zagraniczni w większości przypadków, zamiast reinwestować zyski i nagromadzony kapitał z powrotem w Polsce, transferują z naszego kraju kapitał - oficjalnie lub też potajemnie (dzięki ‘kreatywnej księgowości’ albo omijaniu polskich przepisów). Dlatego dzisiaj w Polsce nie istnieją mocne podstawy do dalszego stabilnego wzrostu gospodarczego, a w obecnej sytuacji nie działa zarówno zwykła wolnorynkowa akumulacja, jak i następująca po niej naturalna redystrybucja pieniądza na rynek – cały nagromadzony kapitał najzwyczajniej w świecie wypływa z obiegu gospodarczego (np. na francuskie fundusze emerytalne z idiotycznie sprywatyzowanego TPSA). Przy braku akumulacji i redystrybucji kapitału w tej sytuacji głównym źródłem dopływu gotówki do polskiego krwioobiegu gospodarczego pozostanie przez najbliższych kilka lat UE. Tyle tylko, że za chwilę pojawią się kolejni chętni do funduszy Unijnych – Rumunia, Bułgaria, a w dalszej perspektywie Turcja i Ukraina. Dlatego też dzisiaj, zamiast pisać kolejne artykuły i podręczniki ‘Jak wędkować?’, potrzebna jest polskiej gospodarce i każdemu z nas prawdziwa wędka – tani i powszechny kredyt inwestycyjny dla małych i średnich inwestorów (oparty np. na NBP i SKOK-u) oraz know-how czyli mądre i kreatywne inwestowanie (wykształcenie, kursy zawodowe i podstaw prowadzenia własnego biznesu) w największy kapitał naszego państwa, jakim są jego obywatele. SOLIDARNO-LIBERALNA GOSPODARKA Sądzę, że w takiej perspektywie rozumienia problemów gospodarczych możliwe jest porozumienie się 'socjałów' z 'liberałami' na poziomie programów ekonomicznych oraz konkretnych rozwiązań i propozycji, by wreszcie w miejsce dotychczasowego wzajemnego bezproduktywnego obrzucania się pustymi hasełkami o rzekomym ‘liberalizmie’ i ‘etatyzmie’, pojawiła się wreszcie realna szansa na opracowanie spójnej polityki społeczno-gospodarczej. Warto pamiętać, że dobry menagment to bynajmniej nie ten leniwy i bezwolny (w ramach hasła ‘ekonomikizmu’: ‘Najlepiej nic nie robić!’), tylko właśnie twórcze i dynamiczne zarządzanie gospodarką i i jej poszczególnymi sektorami. Dlatego do głównych zadań zarządzających polską gospodarką powinno należeć m.in.: - zniesienie barier administracyjnych dla działalności gospodarczej Polaków; - wsparcie państwa oraz wspólnot lokalnych dla stworzenia łatwego, powszechnego i taniego mini- i mikrokredytu inwestycyjnego - gdyż banki komercyjne nie są zainteresowane takimi 'niedochodowymi' przedsięwzięciami; - właściwe zarządzanie i menagment całą polską gospodarką narodową: np. uruchomienie ew. projektu Polskiego Auta Narodowego, pomoc dla przemysłu stoczniowego oraz wspieranie zarówno nowych technologii jak i ochrona ekologicznych walorów polskiej wsi; - tworzenia i wspierania polskich grup kapitałowych i bankowych, które [font=Times New Roman] [/font]zainteresowane będą inwestowaniem w polską gospodarkę, co da podstawy do pewnego i stałego wzrostu gospodarczego Polski, a także zwiększy odporność naszego rynku na wstrząsy i zawirowania gospodarki światowej oraz erozyjnemu dla naszej ekonomii działaniu międzynarodowego kapitału spekulacyjnego. Te i podobne działania mogą uruchomić wciąż jeszcze istniejący duży potencjał biznesowo-ekonomiczny Polaków i przyczynić się do szybszego, ale co ważniejsze - stabilnego rozwoju naszego kraju. Zdrówka i owocnej dyskusji! Super-MOr - Nie 19 Lut, 2006 17:34 'KAPITALIZM' a' la Polonaise 'W tym miejscu widać niejasności - w umowie zastrzeżono, że zyski Mittal Steel Poland mają pozostać w Polsce. Tymczasem wiadomo, że, wytransferowano z kraju ok. 1,2 mld zł poprzez obligacje Mittal. Luka w umowach, czy dowolność interpretacji przez właściciela...' 'Jak SLD rozhartował stal' - Teresa Wójcik ( 'Gazeta Polska'str. 9, 15. 02.06) agitator - Nie 19 Lut, 2006 17:47 MOr: "SOLIDARNO-LIBERALNA GOSPODARKA Sądzę, że w takiej perspektywie rozumienia problemów gospodarczych możliwe jest porozumienie się 'socjałów' z 'liberałami' na poziomie programów ekonomicznych oraz konkretnych rozwiązań i propozycji, by wreszcie w miejsce dotychczasowego wzajemnego bezproduktywnego obrzucania się pustymi hasełkami o rzekomym ‘liberalizmie’ i ‘etatyzmie’, pojawiła się wreszcie realna szansa na opracowanie spójnej polityki społeczno-gospodarczej." To, ze takiego porozumienia, jak dotad nie ma, wydaje mi sie dowodem na to, ze nie ma tez w naszym kraju powaznej liberalnej sily politycznej - nie ma z kim gadac. Nie ukrywam, ze Zyta byla moja nadzieja, ale Ona jedna wiosny wiosny nie czyni. Po drugie MOr, 'SOLIDARNO-LIBERALNA GOSPODARKA' to zlepek pojec, ktore sa juz zuzyte, "solidarna" brzmi dla liberalow, jak socjalistyczna, liberalna dla wielu ludzi, jak to zauwazyl OFM w innym watku, znaczy tyle co krwiozerczo kapitalistyczna. W obu przypadkach te slowa w kontekscie gospodarczym sa pejoratywne dla wiekszosci naszego spoleczenstwa (sumujac obie opcje/poglady). Jakas inna nazwa: 3 droga, czy GOSPODARKA ZDROWEGO ROZSADKU bardziej mi w tym wypadku pasuje. Poza tym, gratuluje! Super-MOr - Nie 19 Lut, 2006 19:09 Ad: Zyta - chyba nawet ona zaczyna rozumieć, że co innego 'liberalizm', a co innego GOSPODARKA ZDROWEGO ROZSADKU (co mi też bardziej mi w tym wypadku pasuje ), czyli rzeczywista gospodarka. Zdrówko PS: Poza tym, dziękuję! circ - Pon 20 Lut, 2006 06:23 ne pewno wysiłki państwa powinny zmierzac ku temu, by odglobalizować gospodarkę w większości dziedzin, czyli tam gdzie się da. Na pewno handel, przetwórstwo, dużą część produkcji i rolnictwo. Nie do pomyślenia, aby ktoś miał 500 ha, a reszta rolników brała bezrobocie. Nie do pomyślenia, by po bułki trzeba było do supermarketu jechać, by jeden miał rynek całej dzielnicy, a inni sklepikarze bezrobocie itd. O gospodarce możnaby bez końca. Myślę, ze każdy w swojej dziedzinie będzie i tak naciskał od dołu. Najważniejsze jest to, że rząd chce! współpracować z obywatelem. ,,Widziałam'' na własne uszy jak Lubińska notowała to co podsuwali jej słuchacze w Radyju. To napawa mnie optymizmem. Wandea - Pon 20 Lut, 2006 08:05 Nie do pomyślenia, aby ktoś miał 500 ha, a reszta rolników brała bezrobocie. Nie do pomyślenia, by po bułki trzeba było do supermarketu jechać, by jeden miał rynek całej dzielnicy, a inni sklepikarze bezrobocie itd. No nie wiem ?! Nie wadzi mi 500ha jesli coś sensownego się z nimi robi , a rolnicy- ten tego ..biora dopłaty , a nie bezrobocie .Zaś co do handlu to np w okolicach mojego domu działają 3 małe sklepy i jeden supermarket polski , chwile dalej francuski -wszedzie są bułki i klienci ..może nie jest tak źle ?? Charakterystyczne jest to , że wszystkie te sklepy działają od rana do nocy , świątek -piątek . circ - Pon 20 Lut, 2006 16:44 Wandea. Agencja Rynku Rolnego i Agencja Handlu Ziemią, i różne rolnicze agencje to ostoje mafii. Rozdawali sobie ziemię darmo ludzie z Wawy, którzy pojęcia o rolnictwie nie mają. Dostawali kredyty od razu z kontraktami na wyprodukowane zboże, a od rolnika nie chcieli kupowac. Nie mówiąc o tym, że kredyt rolnik dostawał w formie unijnych nawozów sztucznych i musiał zuzyć, chce, czy nie. Co tam się dzieje to niech ręka boska broni. Obok mnie pobankrutowało 3/4 sklepików, bo konkurencja marketów, czynsze i nadmierne obciążenia względem skarbu państwa. Niektóre naprawdę dobre. Czynsze, bo kamienice kupili za grosze od starych właścieli ci, którzy manipulowali złotówką, rynkiem, kredytami i wywindowali czynsze do takich granic, że w Amsterdamie czynsze sa 50% mniejsze niż w Krakowie.....itd. Psuj - Pon 20 Lut, 2006 20:12 Dogadanie się "liberałów" z "socjałami" jest możliwe bez odejścia od głównych idei tylko do czasu usunięcia chorych układów- później to będą przeciwległe bieguny. circ - Pon 20 Lut, 2006 20:20 Będą. Wandea - Pon 20 Lut, 2006 21:06 Wandea. Agencja Rynku Rolnego i Agencja Handlu Ziemią, i różne rolnicze agencje to ostoje mafii. Rozdawali sobie ziemię darmo ludzie z Wawy, którzy pojęcia o rolnictwie nie mają. Dostawali kredyty od razu z kontraktami na wyprodukowane zboże, a od rolnika nie chcieli kupowac. itd. Circ , nie chcę się z Tobą spierać bo być może masz rację , choć trudno mi w to uwierzyć , że -jak to ujęłaś-arimr rozdaje ziemię za darmo ?! Z tego co mi wiadomo to nieźle sobie ją ceni .Chyba , że kupowano na kredyt , mając zabezpieczenie poza rolnicze ?! Ci z W-wy , hm.. .Tyle tylko , że kredyt też trzeba spłacać , kontrakty nie tak prosto sobie zagwarantować , no chyba , że rzeczywiście jakaś mafia tu działa No na pewno w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa działa pieniądz -ceny ziemi są windowane do góry . OFM - Pon 20 Lut, 2006 21:24 ne pewno wysiłki państwa powinny zmierzac ku temu, by odglobalizować gospodarkę w większości dziedzin, czyli tam gdzie się da. Na pewno handel, przetwórstwo, dużą część produkcji i rolnictwo. Nie do pomyślenia, aby ktoś miał 500 ha, a reszta rolników brała bezrobocie. Nie do pomyślenia, by po bułki trzeba było do supermarketu jechać, by jeden miał rynek całej dzielnicy, a inni sklepikarze bezrobocie itd. O gospodarce możnaby bez końca. Myślę, ze każdy w swojej dziedzinie będzie i tak naciskał od dołu. Najważniejsze jest to, że rząd chce! współpracować z obywatelem. ,,Widziałam'' na własne uszy jak Lubińska notowała to co podsuwali jej słuchacze w Radyju. To napawa mnie optymizmem. Mnie to z kolei napawa przerażeniem. Jakie wykształcenie i jakie pojęcie o gospodarce musi mieć ktoś, kto w sprawach finansów idzie za głosem tzw. "moherków". Ale pani Teresy "[ocenzurowano] Tesco" Lubińskiej nie ma już więc kryzys zażegnany. Państwo nie ma odglobalizować. Państwo w ogóle nic nie "ma" zrobić. Ono musi zapewnić mi warunki takie, bym mógł bez przeszkód realizować się gospodarczo (jako pracownik, pracodawca i konsument). Jezeli supermarkety płacą podatki i są względnie uczciwe, to czemu wygoda miałaby przegrać z urojonym wyrównywaniem społeczeństwa (BTW: supermarkety przekształcają się coraz bardziej w coś na kształt rynku czy domów handlowych) Cieszę się, MOr, że jako pierwszy uzyłeś argumentów w dyskusji o gospodarce (bo stwierdzenia że ludzi trza nakarmić niesety nimi nie są, by circ). To, co przedstawiłeś w skrócie nazywa się trzecią drogą. Jako przykład podajesz Danię, chwaląc jej wzrost i wolność gospodarczą. Nasuwają się jednak pytania, czy nie jest z nią aby tak, jak z polską "liberalną" lewicą (notabene w 2001 proponowali zawieszenie gospodarki rynkowej--sic!), która twierdzi, że wzrost to jej zasługa, a w praktyce odbywa się to pomimo. Dalej, Dania posiada bogactwo naturalne, którym jest morze (a więc ropa, gaz...), a jako taka nie ma bezrobocia takiego jak u nas (główną dziedziną gospodarki są usługi), nie ta mentalność, nie ta zamożność społeczeństwa. Ja nie twierdzę, że państwo nie ma pomagać obywatelom. Ale nie może prowadzić działalności gospodarczej jako takiej (jak już udowodniłem w innym temacie, urzędnicy nie potrafią i nie mają mobilizacji do właściwego zarządzania, a nikt poważny się za to nie weźmie, bo zyski ida do kasy państwa a nie jego kieszeni). Jeżeli prywatni nie chcą udzielać kredytów na rozbudowę (nieprawda, bo udzielają tylko tym, którzy mają szansę powodzenia, a więc zwrócą pozyczkę), to znaczy że inwestycja jest nie trafiona, a państwo wyrzuci pieniądz (moje pieniądze) w błoto. Dlaczego państwo (którego przypominam, nie stać nawet na uregulowanie długów, a co dopiero na "inwestycje" nietrafione) ma inwestować w obywateli? Toc każdy jest kowalem swojego losu, jeżeli ma pomysł na działalność gospodarczą to każdy bank z przyjemnością udzieli mu kredytu i weźmie udział w jego zyskach (co przy kwotach podatków, które sa jakby zwrotem kredytu przez państwo jest śmiesznie małą sumą). Wszelkie firmy dotowane przez państwo realnie powiększają bezrobocie, bowiem nie mogą zbankrutować, czerpią dodatkowe fundusze z kasy państwa, a więc wygryzają prywatne firmy z rynku (setki przykładów w polsce, chociażby przedsiębiorstwa taksówkowe). Z resztą w miarę się zgadzam (czyli ta część liberalna ). P.S. My tez możemy wspierać obywateli, ale wtedy, gdy przejdziemy przez 40 lat przez pustynię i wymrą żyjący na socjalu, i oczywiście gdy będzie nas na to stać, a to jest możliwe tylko dzięki liberalizacji gospodarki, bez sztucznego wspierania. agitator - Wto 21 Lut, 2006 00:01 OFM: "[...]jezeli supermarkety płacą podatki i są względnie uczciwe, to czemu wygoda miałaby przegrać z urojonym wyrównywaniem społeczeństwa[...]" Bylbys tak mily i wyjasnil, co oznacza pojecie 'wzglednie uczciwy'? Na bazie moich doswiadczen uwazam, iz uczciwego supermaketu ze swieca szukac... OFM: "Dania posiada bogactwo naturalne, którym jest morze (a więc ropa, gaz...)" Bez przesady, dla siebie im tego starczy na jakies 15 lat, jesli nie beda podnosic zuzycia. A w tym czasie pracuja nad calkowitym zastapieniem gazu biogazem, i innymi zrodlami energii. Teraz powiedz mi, w jaki sposob panstwo ma strategicznie (tzn dlugofalowo np na 20-30 lat) planowac np polityke energetyczna, jesli nie bedzie trzymac lapy na surowcach i ich obrocie? Przeciez taka np Dania, Norwegia itp kraje nie majace jakichs nieprzebranych zrodel, moglyby pojsc na zywiol i pozwolic wyssac zloza w pare lat jakims kompaniom prywatnym. Moglyby, ale kieruja sie dobrem wspolnym obywateli, i nie pozwalaja. Czyli mozna powiedziec, ze "wspieraja obywateli" - "pozwalaja im zyc z socjalu" i na koszt panstwa! Uwazam, ze interwencjonizm panstwowy jest czasami b.wskazany, szczegolnie w gospodarce, gdzie na etapie jaki mamy teraz nie ma mowy o rownych szansach na start. I zasada liberalizmu, ze lepszy wygra z gorszym z pozytkiem dla spoleczenstwa, nie jest prawdziwa bo wygra ten co akurat w danym momencie dysponuje kapitalem. Ale zgadzam sie z jedym z Twoich argumentow, ze wladza urzednikow deprawuje, tylko nie wiem, jak to zmienic... Podobno niepodatni na deprawacje wladzy sie do tejze wladzy nie garna... circ - Wto 21 Lut, 2006 11:26 OFM - Wto 21 Lut, 2006 12:37 Interwencjonizm państwa może zachodzić tylko w sferze przepisów. Podany przez ciebie, agitatorze, przykłąd jest tego dowodem (w pełni popieram "interwencjonizm" tego typu). Utopią jest mówić o jakichkolwiek równych szansach na start. Jak chcesz je zapewnić, jeśli np. ktoś dziedziczy majątek po rodzicach, a drugi nie? Niech po prostu państwo nie przeszkadza obywatelom (a interwencjonizm bezpośredni to pomaganie jednym i przeszkadznie drugim). Tu nie chodzi o jakąkolwiek deprawację, podobną władzę nad przedsiębiorstwem ma zarówno urzędas-nadzorca, jak i właściciel prywatny. Tyle że właścicielowi będzie zależało, by miał zyski, bo te w 100% (minus podatki) idą do jego kieszeni (albo chce przekazać firmę synowi, w jak najlepszym stanie), ale co najważniejsze - CHCE (dla chcącego niewiele trudnego). Państowy urzędnik się nie stara (chyba że jest obłąkanym ideowcem), bo niewiele z tego będzie miał, a firmę zostawi innemu urzędasowi (niech on się martwi). Co więcej, państwowe firmy żyją z budżetu, mogą być fatalnie zarządzane (exemplum ZUS) a i tak nie splajtują, nie ma ryzyka, nic co nakręca chęć zysku (wygryzając przy tym prywatne firmy, i powiększając bezrobocie). Końcowym słowem, albo zrobimy w miarę pełną liberalizację gopodarki, albo będziemy nadal tkwić w bagnie, bo wprowadzanie części reform liberalnych, części socjalnych sprawi, że albo liberalne nie będą należycie funkcjonować i nie przyniosą efektów, albo na te socjalne nie będzie nikogo stać. P.S. szkoda że rząd nie zatroszczy się o dziurę budzetową i długi, które rosną i przysparzają zysku (oprocentowanie) innym! zamiast tego woli dać becikowe, bo to ma wymierne korzyści w procentach poparcia. Wandea - Wto 21 Lut, 2006 13:17 . Polityk wydzierżawił paręset ha, dostał kredyty i obsiał. Być może dlatego , że polityk . Dla normalnego zjadacza chleba ..3 słowa , a droga w rzeczywistości przez mękę , aby wydzierżwić i dostać kredyt ( i obsiać ) OFM - Wto 21 Lut, 2006 13:28 To, co circ opisuje, to kolejny dowód na to, że urzędnicy nie mają prawa tykać się firm ani agencji gospodarczych. circ - Wto 21 Lut, 2006 18:12 agitator - Wto 21 Lut, 2006 19:18 OFM, skoro egoizm nie jest zly, lub jest naturalny dla ludzi i Ty go akceptujesz i bierzesz pod uwage. To dlaczego masz za zle Panstwu i jego funkcjonariuszom te wlasnie ceche? Przeciez wszystkie cechy zlego, skorumpowanego urzednika sa jak najbardziej wedle Twojej teorii zrozumiale. Jesli zgadzasz sie, ze w jakims stopniu panstwo jest potrzebne, to musisz tez godzic sie na ich nieuczciwosc?! Ja nie uwazam, ze ludzie sa zli czy dobrzy z natury. Bywaja tacy. Uwazam tez, ze zly, egoistyczny czlowiek nie bedzie dobrym urzednikiem, to dla mnie oczywiste. Dla Ciebie nie? Super-MOr - Wto 21 Lut, 2006 19:20 circ - Wto 21 Lut, 2006 19:46 rzeczowo mu odpisałeś MOR. Mnie się nawet nie chciało. OFM - Wto 21 Lut, 2006 20:03 MOr, jak nie życzysz sobie, nie muszę smęcić, mogę potakiwać z zapałem. Tylko po co dyskutować, kiedy wszyscy się zgadzają? Ja się nie zgadzam. Wiedzę czerpię ze studiów ekonomicznych, z życia oraz praktyki w USA i w Polsce. I nie mam doprawdy pojęcia o jakich 1/3 firm w USA mówisz (wojsko - rzecz jasna, działka państwowa, ale samochody??????). Mówiąc o bankach, masz na myśli polskie koncesjonowane banki. Twierdzisz, że państwo może a nawet powinno. Ja twierdzę że nie może i nie powinno (poza regulacjami prawnymi, jak to już wcześniej napisałem - Z TYM SIĘ ZGADZAM!). Poza tym, w samym USA trwają zacięte spory o tenże liberalizm, ty bowiem twierdzisz, że ten ekonomikizm to rewelacja, USAńczycy mają o tym inne zdanie (bardzo zbliżone do mojego). Tytułem końca spytam (wybacz, że nie odpisuję obszerniej, ale czas to pieniądz), czy słyszałeś aby o Janie Winieckim i jego wykładach? Polecam. P.S. Co chcesz od "Wprost"? p.S. 2. to ty twierdzisz że moje wielkie ekonomiczne myśli nie mają związku z realnym światem. Czy odradzając mi zainteresowanie tym kogokolwiek, chcesz zabrać sobie przyjemność dyskusji? circ - Wto 21 Lut, 2006 20:44 przyjemność dyskusji.....ekhm OFM - Wto 21 Lut, 2006 20:53 http://www.interklasa.pl/...byt/?art=307894 Ot, jeden taki artykuł prof. Jana Winieckiego. http://www.interklasa.pl/...byt/?art=295222 Tu z kolei dr Mieczysława Błońskiego (nawiązujące do Indeksu Państw o Największej Wolności Gospodarczej - wraz z wyciągnięciem wniosków) Jeśli moje argumenty nie wystarczają. P.S. Liberalizm to model przyszłości, kraje dążą do niego, nie od niego. Super-MOr - Wto 21 Lut, 2006 22:32 MOr, jak nie życzysz sobie, nie muszę smęcić, mogę potakiwać z zapałem. Tylko po co dyskutować, kiedy wszyscy się zgadzają? Chodzi o to, żeby dyskutować o faktach, a nie o teoriach czy ideologiach. 'Takie pojęcia jak 'librealizm', kapitalizm' czy 'socjalizm' są ideowymi etykietkami, które absolutnie nic za sobą nie niosą. Twoje dzieciakowate durno-chmurne zadęcia w rodzaju 'Liberalizm to model przyszłości, kraje dążą do niego, nie od niego' skwitować można jednym zdaniem:'Socjalizm to model przyszłości, kraje dążą do niego, nie od niego' - widzisz (uwaga - trudne słowo!) analogię? Powinieneś jeszcze dodawać: ' Trzyrazyzaklepanepomidor!' dla lepszego efektu, może ktoś się przekona Emigrant - Wto 21 Lut, 2006 22:48 Rozumowanie MOra jest takie: skoro we "wszystkich" państwach jest interwencjonizm, to znaczy że jest on dobry, i w związku z tym należy go stosować równiez u nas. Nie dostrzega (albo udaje że nie dostrzega), że jedne państwa interweniują trochę mniej, a ine trochę więcej. I że te pierwsze rozwijają się szybciej. Szczerze mówiac, nie wiem czy jest sens o tym pisać, MOr przecież od bardzo dawna powtarza w kółko te same bzdury wyczytane w związkowych tygodnikach i nic do niego nie dociera. MARIUSZ JHB - Sro 22 Lut, 2006 03:03 MOr Zgadzam sie z opisem sytuacji , ktora bardzo przypomina to co sie stalo w Egipcie gdzies 1600 BC gdy "pewne " plemie zawitalo i doprowadzilo Egipt to totalnej katastrofy. Byla to katastrofa ekonomiczna i calkowity rozpad wartosci moralnych. Egipt ich przrgonil i sie odrodzil. Potem zawitali jeszcze raz ale nie bede kontynuowal watku. Zyjemy obecnie w sytuacji gdzie nie mozemy nawet zdefiniowac problemu i mechanizmow powodujacych kryzys. Sprawy ekonomiczne sa wazne ale musza byc rozwiazywane razem z innymi problemami jak upadek kultury, dewastacyjna kultura z Hollywood itd. Do rozwiazania tych problemow musimy miec wlasne Media , przynajmniej 50% tych mediow. Jak dotad to nasi przeciwnicy maja prawie wszystkie media. Bank Narodowy ( nie z nazwy jak w USA czy w Angli ) jest nastepnym waznym czynnikiem. Majac media i bank mozemy mowic o szansach i sposobach rozwiazywania problemow ekonomicznych. Zagrozen jest niesamowicie wiele, o wielu nie wiemy , bo nie mozemy zdefiniowac mechanizmow ich powstawania. Nastepna istotna sprawa to CEL tego wszystkiego. Czy jestesmy spoleczenstwem wielokulturowym tak jak to widzi EU.? Jesli tak to jak sie polepszy w Polsce to dostaniemy miliony imigrantow z Afryki i z Azji. I co dalej? Widac z tego , ze rozwoj ekonomiczny to nie wszystko. Musimy doprowadzic do odnowy Narodu i wszystkich istotnych wartosci kulturowych lacznie z pozytywnym przyrostem naturalnym. Mamy miliony rodakow w USA. USA idzie w dol i to coraz szybciej. Musimy te miliony pozyskac i to moze byc naszym najwiekszym atutem na drodze do odnowy. Ci ludzie moga odwrocic negatywny przyrost, przywiesc kapital pieniezny jak i ludzki ( wazniejszy ) , jak rowniez ci ludzie wiedza z wlasnego przykladu co to znaczy imigracja. OFM - Sro 22 Lut, 2006 15:18 Mariusz JHB: nie napisałeś nic o Żydach. MOr: chcę ci powiedzieć, że twoje argumenty są żałosne. Dopiero teraz do mnie to dotarło. Żałosne są, gdy móisz, że nikogo tym nie zainteresuję, bo to nie ma nic wspólnego z realną sytuacją.(Kopernikowi pewno podobnie odpowiedziano, gdy głosił odrealniony heliocentryzm, podczas gdy wszyscy widzą że to słońce się kręci) Żałosne są, gdy głosisz, że tylko ty nie jesteś ekonomicznym blondynem, bo tak ci mówią na mieście. Żałosne są, gdy stwierdzasz, że na całym śiwecie jest interwencjonizm, podczas gdy rozwijają się szybciej te gospodarki, które dążą do jego zmniejszenia. W związku z powyższym, uważam że dalsza dyskusja nie ma sensu, przynajmniej nie na tym poziomie argumentacji. Super-MOr - Sro 22 Lut, 2006 20:47 Rozumowanie MOra jest takie: skoro we "wszystkich" państwach jest interwencjonizm, to znaczy że jest on dobry, i w związku z tym należy go stosować równiez u nas. Nie dostrzega (albo udaje że nie dostrzega), że jedne państwa interweniują trochę mniej, a ine trochę więcej No właśnie, czyli zupełnie odwrotnie! - moja linia argumentacji jest taka: skoro wszystkie państwa tak czy inaczej zarządzają swoją gospodarką (oczywiście dla naszych liberalnych muminków to tylko i wyłącznie 'interwencjonizm' i nic więcej ), to należy się przyjżeć bezpośrednio tym gospodarkom, uznając je za odrębne, indywidualne byty ze swoją komplementarną specyfiką. Bredzenie o tym że państwa 'interweniują mniej czy więcej' jest zupełnym nieprzytomnym nieporozumieniem, bo czy np. USA 'interweniują mniej czy też więcej' wysyłając swoje wojska i lotniskowce (opłacane przecież z państwowej kasy!) dla ochrony czy stabilizacji różnych części świata niż np. taka pacyfistyczna Dania? Teraz odnieśmy się co do zawartości wspomnianych linków: http://www.interklasa.pl/...byt/?art=295222 http://www.interklasa.pl/...byt/?art=307894 Nawet sam przywoływanyu przez rozmówców dr Mieczysław Błoński wyraźnie pisze: 'Każde państwo powinno spełniać trzy podstawowe funkcje w zakresie gospodarki i polityki społecznej. Tworzyć z publicznych pieniędzy (podatków) sprawne i niekosztowne instytucje, pomagać osobom dotkniętym przez los oraz pobudzać aktywność gospodarczą społeczeństwa' - co dokładnie zgadza się z moimi tezami z 'Ekonomikizmu'. Oczywiście dalej kolega Błoński już zupełnie bredzi: 'W rankingu Wolności Ekonomicznej Raportu Instytutu Frasera, w 2004r. Polska zajęła sześćdziesiąte pierwsze miejsce. Przed nami było wiele krajów afrykańskich (np. Botswana, Mauritius, Uganda, Namibia) i południowoamerykańskich (m. in. Chile, Salwador, Panama, Kostaryka, Trynidad i Tobago), uważanych potocznie za mniej wolne ekonomicznie od Polski. Nasza niska pozycja świadczy o tym, że przed państwem polskim jeszcze daleka droga do skutecznego samoograniczania.', bo jak zostało pokazane, w ścisłej czołówce krajów o dużej wolności gospodarczej i wysokim stopniu dobrobytu są kraje skandynawskie, zwane przez naszych debi-liberałków 'socjalistycznymi', które mają zarówno bardzo wysokie podatki, jak i duży stopień rozwoju mechanizmów socjalno-opiekuńczych - czyli to, co nazywam inwestowaniem we własne społeczeństwo - ale to już zupełnie inna historia, bo nie wymagajmy od fantastów - liberałków logiki czy rozsądku Teraz przypatrzmy się dla odmiany Wielkiemu Guru Ekonomii (przynajmniej dla co po niektórych ekonomicznych OFerM ) - Jan Winiecki i jego wypocinki: 'jeśli prywatyzować, to tylko w całości. I najlepiej sprzedać prywatyzowane przedsiębiorstwo znanej, światowej firmie, która zagwarantuje, że tak sprywatyzowane przedsiębiorstwo stanie się ważnym regionalnym liderem w globalnej strategii giganta' Tia... Jak mnie pamięć nie myli, to taka TEPSA została właśnie sprzedana takiej 'znanej, światowej firmie' - 'France Telecom', i jak na razie wszelkie zyski generowane przez ten Cudowny Przykład Wspaniałej Prywatyzacji lądują... we Francji, a Polska gospodarka ma z tego g...ucio Oczywiście zawsze jeszcze można zakrzyknąć: Furda tam - liczy się IDEA! Inny przykład - chodzą po mieście słuchy, że podobno 'Agora' chce odkupić od 'Orkli' 'Rzeczpospolitą'- i co teraz: w imię kapitalistycznych pryncypiów zakrzyknąć radośnie acz bezrefleksyjnie: 'Prywatyzacja Uber Alles!' czy też mimo wszystko zgodzić się, że lepsza byłaby jednak w tym wypadku państwowa kontrola i nadzór...? Zdrówka i owocnej dyskusji PS: Ciągle czekam na odrobienie pracy domowej dot: http://www.transparency.o..._barometer_2005 Super-MOr - Sro 22 Lut, 2006 20:56 I coś jeszcze w ramach rekolekcji: 'RZECZPOSPOLITA' - KONTROWERSJE Czego świat nie wie o Ameryce - ALVIN I HEIDI TOFFLEROWIE, przełożył Łukasz Sommer Ameryka uchodzi za najbardziej kapitalistyczny kraj na świecie, ale wcale nim nie jest, a w nadchodzącej przyszłości będzie nim w coraz mniejszym stopniu Oto powszechny na całym świecie wizerunek USA: wredny matecznik twardogłowego kapitalizmu, ostoja fanatyków wolnego rynku, własności prywatnej i deregulacji. Europejscy krytycy standardowo określają amerykański system mianem dzikiego kapitalizmu, przedstawiając USA jako kraj, w którym zarówno konsumenci, jak i pracownicy pozbawieni są jakiejkolwiek ochrony przeciw zachłannym korporacjom i nieposkromionym interesom wielkiego biznesu. Na poparcie swego poglądu lubią cytować najbardziej skrajnych teoretyków wolnego rynku, którzy sprzeciwiają się wszelkim interwencjom państwa w gospodarkę. Podobne krytyczne opinie na temat domniemanego amerykańskiego "zdziczenia" z reguły mają wspierać ideę ściślejszej regulacji sektora prywatnego przez państwo. Ideę, która zależnie od okoliczności bywa uzasadniona lub nie. Jednego natomiast uzasadnić się nie da: ignorancji i kłamstw wyrastających z fałszywych wyobrażeń o amerykańskiej gospodarce i rozsiewanych po świecie przez wielu intelektualistów i przedstawicieli elit. Rzeczywistość zamazana Ile kapitalizmu zawiera amerykański kapitalizm? Sto procent? Dziewięćdziesiąt? Wiadomo, że każdy rząd nadaje kształt gospodarce przez politykę makroekonomiczną, prawo pracy, reguły handlowe i całą masę innych środków. Prócz tego jednak wpływ na gospodarkę ma i to, jak rząd wydaje publiczne pieniądze. Wielu obserwatorów Ameryki, a nawet samych Amerykanów, mogłoby się zdziwić, słysząc, że w gospodarce, której PKB wynosi ponad 11 bilionów dolarów, agencje rządowe na szczeblu krajowym, stanowym i lokalnym wydają - czyli pośrednio rozdzielają - około 4 bilionów, a więc mniej więcej jedną trzecią tej sumy. Wbrew głoszonej przez siebie ideologii wolnorynkowej tylko rząd federalny USA wydaje w ciągu roku więcej, niż wynosi PKB Francji. Jeżeli zaś jakaś instytucja w ciągu roku decyduje o przepływie 4 bilionów dolarów, trudno uznać ją za bezzębną, nawet w samym mateczniku kapitalizmu. Wpływ wydatków rządowych na gospodarkę amerykańską nie jest przedmiotem centralnego planowania ani kontroli, ale tak czy inaczej pozostaje olbrzymi. Polityka i lobbing wpływają na rozwój bądź upadek gospodarczy poszczególnych regionów kraju. Pod ich wpływem następują przemieszczenia ludności. Podupadają dawne ośrodki przemysłowe, a powstają nowe. Dolina Krzemowa i Internet, często przedstawiane jako przykład sukcesów (a także ekscesów) wolnego rynku, podlegały regulacji w stosunkowo niewielkim stopniu, jeśli porównać je z amerykańskim przemysłem telekomunikacyjnym. Dolina Krzemowa nigdy by jednak nie powstała, gdyby nie finansowane przez rząd badania, które trwają od lat 50. XX wieku, przyczyniając się do rozwoju techniki komputerowej, informatyki i teorii systemów. Być może również Teksas i Floryda nie rozkwitłyby, gdyby nie miliardy dolarów z budżetu federalnego, przeznaczonych na rozwój NASA i przemysłu astronautycznego. Pentagon wydaje pieniądze we wszystkich 50 stanach - bezpośrednio lub przez kontrahentów. Kto wie, czy Microsoft powstałby właśnie w Seattle, gdyby nie było ono wcześniej ojczyzną Boeinga, którego zyski w roku 2003 wyniosły 50,5 miliarda dolarów i w 54 procentach pochodziły z programów obronnych i kosmicznych Wuja Sama. Nietrafny jest również pogląd, że USA wydają mniej na opiekę społeczną niż inne kraje zachodnie. Komentator brytyjski Timothy Garton Ash zauważył: "Tylko w programie Medicaid przeznacza się więcej na opiekę medyczną dla 40 milionów ubogich Amerykanów niż nasza kochana Narodowa Służba Zdrowia wydaje na całe 60 milionów Brytyjczyków". A to tylko część znacznie większego budżetusłużby zdrowia. Medicaid zwiększa sumę jej rocznych wydatków o 300 miliardów dolarów, nie licząc przydziałów na szczeblu stanowym i samorządowym. Jeżeli amerykański system zdrowotny załamie się pod ciężarem własnej biurokracji, to nie z powodu zbyt małego zaangażowania rządu. Te przykłady dają zaledwie wstępne wyobrażenie o roli rządu w amerykańskiej gospodarce. Słuchając waszyngtońskich kazań antyregulacyjnych, niewinni obcokrajowcy mogą nie zdawać sobie sprawy z gęstej sieci reguł, według których działa biznes i toczy się codzienne życie Amerykanów. Normalizacja dziur w serze Lubicie ser szwajcarski? Jak informuje Cindy Skrzycki w książce pt. "The Regulators" ["Regulatorzy"], amerykański Departament Rolnictwa po długich debatach i intensywnym lobbingu ustalił, że dziury w serze winny być "rozmieszczone równomiernie", a ich rozmiar powinien wynosić od 3/8 do 13/16 cala [od 0,94 do 2,03 cm]. Ekipa kontrolerów dziur w serze rozróżnia ponad 20 typów i kształtów. Przywodzi to na myśl brukselską policję ds. win! W roku 2002 amerykański Rejestr Federalny - kompendium przepisów ogólnokrajowych - liczył już ponad 75 tysięcy stron i z każdym rokiem powiększał się o kolejne 4500 regulacji. Te liczby dotyczą jednak tylko szczebla krajowego, każdy stan ma własne zbiory praw. Na przykład kalifornijski kodeks regulacyjny składa się z 17 tysięcy stron, na których omawiane są tak rozmaite kwestie, jak dostępność wody, prawo pracy, budownictwo, bezpieczeństwo w przemyśle, ekologiczne standardy zdrowotne oraz szkolnictwo. A jest jeszcze 49 stanów. Dorzućmy do tego mnóstwo przepisów obowiązujących w poszczególnych miastach i okręgach. Dotyczą one takich kwestii jak łodzie, limity smogu, domowe czujniki dymu, recykling, używanie smyczy i rejestracja psów, urządzenia sanitarne w restauracjach, opieka domowa nad osobami starszymi i wiele innych. Jeśli pominąć garstkę anarchistów, nawet najzajadlejsi wolnorynkowcy w USA zgadzają się, że każdy złożony system społeczny wymaga pewnych regulacji. Może to zaskoczy zewnętrznych obserwatorów, ale probiznesowa Partia Republikańska, wbrew całej antyregulacyjnej retoryce, tworzy nowe przepisy nie mniej ochoczo niż bardziej prosocjalni demokraci. Według szacunków amerykańskiej administracji drobnego biznesu w roku 2000 przepisy federalne obciążyły firmy amerykańskie dodatkowymi kosztami w wysokości 497 miliardów dolarów (co osłabiło ich konkurencyjność), natomiast konsumentów i instytucje rządowe kosztowały kolejne 346 miliardów. Istnieje wiele innych szacunków, a rozbieżności między nimi sugerują, że nie są to pewne dane, ale nikt nie wątpi, że naprawdę chodzi o gigantyczną sumę. Nadmiar rządowych przepisów potrafi dławić całe sektory biznesu, oznacza dlanich bowiem koszty, których rynek nie jest w stanie udźwignąć. Ukryty sektor W całej tej ideologicznej batalii o regulacje niewiele jednak zwraca się uwagi na pewien olbrzymi, a zarazem niewidoczny sektor gospodarki, na który składają się, by tak rzec, rynki nakazowe - rynki, które istnieją i kwitną wyłącznie dzięki temu, że prawo nakazuje obywatelom nabycie ich wyrobów bądź usług. Mogą one sprawiać wrażenie wolnych rynków, ale nie są takie. Prawie na całym terenie USA prawo nakazuje właścicielom samochodów wykupienie ubezpieczenia OC. To nie wolny rynek, ale właśnie nakazowy. Każdego roku dzięki opłatom za OC do firm ubezpieczeniowych trafia 70 miliardów dolarów. Również konstrukcja auta podlega państwowym przepisom: samochód musi mieć układ oczyszczania spalin oraz pasy bezpieczeństwa. Przewóz niemowlęcia na ogół wymaga odpowiednio zamocowanego siedzenia. Motocykliści i rowerzyści obowiązani są do używania kasków, a osoba wyprowadzająca psa musi mieć smycz i łopatkę do zbierania psich kup. Od właścicieli domów wymaga się instalacji czujników dymu bądź ciepła. W Nowym Jorku rodzice dzieci poniżej 11. roku życia muszązakładać w oknach barierki. Oczywiście rynki nakazowe istnieją też w innych krajach. Niemcy mają obowiązek wozić w samochodzie apteczkę. Finowie muszą od 1 grudnia do 28 lutego używać opon zimowych. Japończycy, aby pozbyć się starego sprzętu domowego, muszą uiścić opłatę recyklingową. Unia Europejska nieustannie tworzy nowe regulacje, które nakładają się na istniejące już przepisy krajowe, regionalne i lokalne. Jeden z tych nowych przepisów głosi, że aby przekroczyć granicę z psem, trzeba najpierw wybrać się do weterynarza, który wszczepi naszemu Fafikowi chip identyfikacyjny. Tyle tylko, że to właśnie USA, a nie tamte kraje, mają na świecie niezasłużoną opinię ziemi niczyjej, niestrzeżonej i wolnej od przepisów. Stany Zjednoczone są na naszej planecie awangardą rewolucyjnego wzrostu bogactwa. Amerykańska gospodarka rozwija się coraz szybciej, a jej zróżnicowanie i wydajność stale rosną. Wszystko to wymaga coraz bardziej złożonych przepisów, które też zmieniają się z coraz większą prędkością. To samo dotyczy wszystkich krajów, które od dymiących kominów i taśm produkcyjnych przechodzą w stronę rozwiniętej gospodarki opartej na wiedzy. (c) Tribune Media Service http://www.rzeczpospolita..._minus_a_5.html Hegemon - Sro 22 Lut, 2006 20:57 Furda tam - liczy się IDEA! Liczy się ORANGE! A tak na poważnie, przydałoby się nam prawo antymonopolowe z prawdziwego zdarzenia, pozwalające na przymusowy podział monopolisty (jak to się robi, a przynajmniej kiedyś robiło w USA). Ech, pomarzyć... P.S. A poza tym uważam, że TPSA powinna splajtować. Czy mógłby ktoś kumaty pretłumaczyć to na łacinę? Półkownik - Sro 22 Lut, 2006 21:59 Jakby TEPSA splajtowała, to bym musiał do swej dziewczyny zaproszenie konnym wysyłać. Niechaj nie plajtuje. Niechaj sie przeobrazi. Howq Hegemon - Sro 22 Lut, 2006 22:19 Jak tak dalej pójdzie, to konny posłaniec od usług telekomuny tańszy będzie. Obym się mylił. Oczywiście nie jestem bezstronny, przez dłuższy czas toczyłem z TPSA coś na kształt prywatnej wojny. Chamy nie chcieli mi ichniej neostrady założyć, bo zbyt mało - ich zdaniem - płaciłem za telefon. Na szczęście działają od niedawna w okolicy różne takie małe firemki oferujące bezprzewodowy dostęp do sieci. Poprosiłem, przyjechali, w try miga acces pointa na kominie zamontowali i poszli sobie. A ja za całkiem umiarkowaną cenę mam zupełnie przyzwoite łącze - mimo że mieszkam na zabitej dechami prowincji. TPSA może się wypchać. I niech plajtuje - na jej miejsce wejdą inni. Takie to są moje pobożne życzenia Półkownik - Sro 22 Lut, 2006 22:26 Moja córka załozyła sobie ileś lat temu tzw. sztywne łącze cyfrowe TPSA na trzy numery. A ja, jako konkurencja dogadałem się z małolatami na osiedlu i założyliśmy internet napowietrzno-cyfrowy. Każdy płaci co miesiąc po 36 PLN i może siedzieć w interku 24 godziny na okrągło. No i teraz wszystkie małolaty mi na wyścigi czapkują. Howq Hegemon - Sro 22 Lut, 2006 22:34 Tak to jest, gdy ludzie garną się do współpracy. W moim sąsiedztwie prędzej sąsiadowi sad dla jaj podpalą (serio, sam tego doświadczyłem), niż wspólnie ubiją jakikolwiek interes. Ze trzy lata temu z internetem bezprzewodowym wszedł miejscowy cwaniaczek - życzył sobie bodaj 130 PLN miesięcznego abonamentu (!!!). I do tej pory się dziwi, że splajtował. A ja płacę 40 złotych młodopolskich (właściwie to 32 z hakiem, z uwagi na ulgę w PIT). MARIUSZ JHB - Czw 23 Lut, 2006 04:43 OFM Napisalem o nich w pierwszym zdaniu. Sytuacja w USA jest coraz gorsza i nie widac poprawy. Media pisza inaczej , ale media ludzi nie nakarmia. Placa realna spadla w ciagu 30 lat o 80 dolarow. Rodzina , srednia klasa, zeby sie utrzymac musi miec dwie osoby pracujace, 30 lat temu jedna osoba pracujaca wystarczyla. Poziom edukacji leci na leb. Affirmative action nakazuje firmom kogo moga zatrudnic a kogo nie. Wiedza z ksiazek czy z "amerykanskojezycznych " mediow nie da wam dobrego obrazu sytuacji w USA. W sprawach gospodarczych na tym wyzszym poziomie rzadza mafie rodzinne a nie reguly ksiazkowe. Jest jeszcze troche wolnej przestrzeni dla srednich i malych czego nie ma za bardzo w Europie. W USA ludzi biednych przybywa, placa realna spada, przestepczosc wzrasta, obciazenia finansowe wzrastaja ( medical, insurance, tax ). Jezdze tam co kilka lat i widze pogorszenie. W porownaniu do Polski to jest raj ale nie na dlugo. Produkcja lacznie z oprzyrzadowaniem wynosi sie do Indii, Chin, Meksyku. Cytowanie Rzeczpospolitej , ktorej glownym celem jest "desinformation" jest niezbyt rozsadnym posunieciem. Jesli chodzi o interwencjonizm panstwa to on jest konieczny dla tego , zeby przeciwstawic sie mafiom. Robi to Putin i rezultaty juz widac. Tam gdzie zyje biznes ma stosunkowo duzo wolnosci. Sa ograniczenia ale glownie w zatrudnianiu ludzi bialych. Duzo ich stoi na ulicy i prosi o pomoc. Oczywiscie wedlug was to oni na to zasluguja. Musze wam powiedziec , ze macie wiedze ale ksiazkowa, ktora w swiecie rzeczywistym jest malo przydatna. EU to jest zupelna paranoja. Super-MOr - Czw 23 Lut, 2006 19:20 No więc przypomnijmy raz jeszcze, co twierdzi Wielki Guru Ekonomii (przynajmniej dla co po niektórych ekonomicznych OFerM ) - Jan Winiecki: 'jeśli prywatyzować, to tylko w całości. I najlepiej sprzedać prywatyzowane przedsiębiorstwo znanej, światowej firmie, która zagwarantuje, że tak sprywatyzowane przedsiębiorstwo stanie się ważnym regionalnym liderem w globalnej strategii giganta' Jak wszyscy widzą, jest to zdanie zupełnie pozbawione sensu i całkowicie oderwane od rzeczywistości, gdyż na przykładzie takich przytłaczających rynek molochów jak TPSA czy też naturalnych monopolistów w rodzaju STOENu albo też newralgicznych dla naszej suwerenności koncernów w rodzaju ORLENu widać, że bezmślne prwatyzowanie i oddawanie strategicznych polskich firm w obce ręce jest na rękę jedynie... własnie wspomnianym zagranicznym firmom, które mogą całkowicie kontrolować i bezkarnie drenować b. ważne i b. dochodowe segmenty naszej gospodarki. Z drugiej strony istniej oczywiście możliwość bardziej rozsądnej prywatyzacji np. przez wypuszczanie na giełdę i do publicznego wykupu akcji prywatyzowanych firm, gdzie kapitał jest rozproszony, udziałowców wielu, a dochód z akcji idzie do kieszeni przede wszystki tzw. drobnych graczy - czyli większości obywateli. Jednak tej możliwości Winiecki jakoś nie dostrzega, upierając się, że 'najlepiej będzie' jak wszystko pójdzie w obce ręce, i to najlepiej w całości! Sądzę, że wytłumaczenie tego zastanawiającego faktu jest dość proste: po prostu cały ten 'ekonomikizmowy' pseudo-wolnorynkowy bełkot służy głównie do przejęcia i nachapania się jedynie wąskiej grupie Układu - Balcerowicza i kolegów, a reszta społeczeństwa ma pozostać biedna, co oznacza mniejszą konkurencję na rynku dla kilku kolegów z tzw. Układu oraz łatwiejszą kontrolę nad ubogimi masami - bo faktem jest, że dziś w pierwszym czyli najniższym progu podatkowym w Polsce mieści się 95 procent Polaków. I o to widocznie chodzi... Zdrowia i miłej dyskusji OFM - Czw 23 Lut, 2006 19:56 MOr: Stosujesz nieuczciwy sposób prowadzenia dyskusji. Oto cały cytat: "prywatyzacja musi jednak być prowadzona z sensem. Tymczasem prywatyzacje PZU, Orlenu, czy PKO BP, są prywatyzacjami prowadzonymi w interesie rządzących polityków, a nie nas wszystkich. Politycy sprywatyzują, powiedzmy, 30% akcji przedsiębiorstwa. Do budżetu wpłyną pieniądze, które politycy następnie wydadzą na jakieś dotacje, zaskarbiając sobie przychylność części roszczeniowego elektoratu. W ten sposób zjedzą oni swoje ciastko. Jednocześnie jednak zostawią także sobie to ciastko na później. Bo w dalszym ciągu państwo będzie dominującym udziałowcem. A więc znowu powtórzą się przypadki przygotowanych przez polityków list członków rady nadzorczej do mianowania w państwowych firmach. Znowu pojawią się kosztowne dla firm kontrakty dla "swoich". I tak dalej i dalej - ze znanymi już efektami. Dlatego, jeśli prywatyzować, to tylko w całości. I najlepiej sprzedać prywatyzowane przedsiębiorstwo znanej, światowej firmie, która zagwarantuje, że tak sprywatyzowane przedsiębiorstwo stanie się ważnym regionalnym liderem w globalnej strategii giganta. Wtedy zamiast nielicznej grupy polityków zyskają wszyscy." Przedstawię teraz w sposób jasny i klarowny moje argumenty: 1. Państwowe firmy są zarządzane w sposób nieudolny, bowiem gdyby zarządcy byli naprawdę zdolni, zatrudnieni byliby w spółkach prywatnych i ciągnę;liby o niebo większe zyski. Tymczasem państwowe spółki obsadzane są nieudolnymi kolesiami, którzy faktycznie ciągną zyski (z łapówek i defraudacj)i, okradając nas wszystkich. 2. Państwowe spółki marnotrawią pieniądze. Nie czują odpowiedzialności przed nikim, bowiem to oni są urzędnikami państwa, krytymi najczęściej przez swoich. Obsadzają partyjnymi antyfachowcami szczeble, powiększając etatowość do granic możliwości, zawyżając sobie pensje itp. Jeśli ktoś chce robić duże pieniądze i ma talent, zostaje biznesmenem. Jeśli ktoś nie ma talentu, a nadal chce robić dużą kasę, zostaje politykiem. 3. Państwowe spółki powiększają bezrobocie. Państwowe molochy działają gorzej niż monopole (ktore trzymają się tak długo, jak nie będzie lepszej alternatywy, co wielokrotnie udowodniła historia, chyba że wspierane są przez państwo). Państwowe firmy nie mogą zbankrutować, bo są dotowane z budżetu, więc mogą dowolnie szastać gotówką, wypierając nieuczciwie prywatną konkurencję, tym samym skazując ich pracowników na zwolnienie. 4. Prywatyzacja Polakom NICZYM się nie różni od prywatyzacji zagranicznym inwestorom. Toż to zagranica ma monopol na skur*ysyństwo, sprzedajność i zdradę interesów "narodu"? (Polscy politycy odmieniający to słowo sto razy dziennie nie potrafią tego zrozumieć). Korzyść dla ludzi będzie taka sama. 5. Utrzymanie państwowych spółek wymaga ogromnych nakładów z budżetu, a więc i wysokich podatków, a spółki takie zazwyczaj przynoszą straty, co zmusza państwo do dokładania do interesu. My wszyscy musimy finansować pensje i kredytować w ciemno pomysły polityków. Jeśli ci się to podoba, MOr, zapisz swój majątek w spadku budżetowi. 6. Gdyby w stwierdzeniu, że wydatki z budżetu nakręcają koniunkturę był chociaż cień prawdy, to najlepszym sposobem na dobrobyt byłoby wyrzucanie pieniędzy z samolotów. A na to Polski nie stać (trzeba bowiem sfinansować ZUS - 4 mld złotych strat rokroczne) 7. Państwowe spółki i interwencjonizm prowadzi bezpośrednio do centralizacji gospodarki. W ten sposób ani państwo nie wie, co potrzebne jest na prowincji, ani samorządowcy nie mają funduszy na te potrzeby ( w polskim budżecie 10% przeznaczane jest na samorządy, na zgniłym zachodzie co najmniej 50%), co przekłada się na efektywność wszelkiej pomocy obywatelom (obniża ją do zera) W związku z powyższym, uważam za udowodnioną tezę, że państwowe spółki i interwencjonizm jak najbardziej szkodzą gospodarce. Nie życzę MOrowi zdrowia ani miłej dyskusji, z nim dyskusję już zakończyłem. Mam dosyć jego nieustannych ataków ad personam połączonych z nieustannym manipulowaniem wnioskami. Emigrant - Czw 23 Lut, 2006 23:17 moja linia argumentacji jest taka: skoro wszystkie państwa tak czy inaczej zarządzają swoją gospodarką (...), to należy się przyjżeć bezpośrednio tym gospodarkom, uznając je za odrębne, indywidualne byty ze swoją komplementarną specyfiką. Należy się przyjrzeć się, co robią te państwa, które sie rozwijają szybko, a co te, które się rozwijają wolno, i naśladować te pierwsze czyli np. Irlandię, która w ciągu dekady z najbiedniejszego kraju UE stała się prawie najbogatszym. A Dania, a którą ciągle się powołujesz, ma od lat ledwo 2 proc. wzrostu i nie jest żadnym europeskm tygrysem. Łatwo zauwazyć, ze lepiej rozwijają się te, kóre mają niskie podatki (i niskie wydatki budżetowe), nie chronią "narodowych" firm przed zagraniczną konkurencją (jak np. dawniej Szwecja), działalność gospodarczą pozostawiąją raczej prywatnym przedsiębircom i starają się ograniczać majstrowanie przy gospodarce. Półkownik - Pią 24 Lut, 2006 15:58 Do OFM Nie obraź się proszę, ale tym razem pobiłeś Waćpan rekord w wypisywaniu głupot. Gdzie Ty żyjesz? W Polsce i w Jewropie, czy w ekonomicznej Idylii? Gdyby to pisał Donio, lub inny POgłupek, to bym się nie zdziwił. Ale sądziłem, że jesteś patriotą, myślącym o Twym i mym domu, czyli o Polsce. Obojętnie jak będzie się ona zwała i jakie cyferki sobie przyporządkują politycy. Pierwsza bzdura: Dlaczego zarządzanie państwowym przedsiębiorstwem ma być a`priori gorsze od zarządzania prywatnym? Nie mówię o sklepikach, czy o małych, rodzinnych wytwórniachi spółkach. Mówię o przedsiębiorstwach z wielomiliiardowym kapitałem. I tu i tam kontakt osobisty członków zarządu z właścicielem jest praktycznie żaden. W wypadku wpadki decyzyjnej członkowi zarządu prywatnego grozi co najwyżej proces cywilny. Natomiast członkowi zarządu państwowego powinien grozić natychmiastowy proces karny za sprzeniewierzenie majątku państwowego. Czyli naszego wspólnego, a nie jakiegoś tam Malinowskiego, Zuckerbauma, czy innego Schmidta. Do czego doprowadziła prywatyzacja w Polsce? Do rozkradzenia majątku, będącego własnościa nas wszystkich. Do napchania kieszeni garstce złodziei, którzy swą nietykalność obwarowali prawnie. Nie będę wnikał kim oni są. Wszyscy o tym dobrze wiedzą. Druga bzdura: Dlaczego państwowe spółki mają marnotrawić pieniądze? Mogą marnotrawić, bo takie są prawa. Wyjście jest proste. Cały Zarząd i Rada Nadzorcza spółki dostaje wypłatę jedynie wówczas, gdy dana spólka jest na plusie, czyli wykazuje dochód. Tutaj nawet "kreatywna ksiegowość" ma krótkie nogi, bo w ciągu 2 lat rozliczeniowych wykaże te oszustwa. Trzecia bzdura: To właśnie państwowe spółki zmniejszają, a nie powiększają bezrobocie. To właśnie globalne molochy mogą spowodować gwłatowny, skokowy wzrost bezrobocia w danym regionie, bo bardziej opłaca sie im np. szyć odzież w Indonezji, gdzie zatrudniane są "za nic" dzieci w wieku 9 - 12 lat, niż w Polsce, gdzie wiekszość pracowników to kobiety mające dzieci. Czwarta bzdura Polak inwestor, jakim by nie był, ale żyje na tej ziemi i chciał nie chciał, ale o nia tak czy inaczej dba. A taki np. właściciel Hali w Katowicach. Gówno go obchodziło bezpieczeństwo tubylców, byle by mu się inwestycja nie zmarnowała. Piąta bzdura. Państwowe spółki nie potrzebują żadnych inwestycji z budżetu, za wyjątkiem wkładu kapitałowego. Ale skoro poprzednio były również państwowe, więc wydatek z budżetu jest zerowy. Państwowe spółki mogą przynosić dochód równy prywatnym, a nawet większy. Bo w sposób naturalny dopasuwują się do aktualnego prawodawstwa. Szósta bzdura należy do gatunku bzdur wierutnych i nie wypada z mi nią polemizować Siódma bzdura. Centralizacja była w komuniźmie. W gospodarce rynkowej dopuszczalna jest również rywalizacja pomiędzy przedsiebiorstwami państwowymi tej samej branży np. w zdobyciu kontraktu. No i by to było chyba jak na razie na tyle. Odpoczywaj w sobotę i w niedzielę. I pomyśl jak to dobrze, że jeszcze masz światło i gaz. Bo taki prywaciarz mógłby Ci je z dnia na dzień wyłączyć, gdyby doszedł do wniosku, że za dużo kosztuje go konserwacja sieci przesyłowych. Albo też z dnia na dzień dostałbyś rachunki o 1000% większe. Howq OFM - Pią 24 Lut, 2006 16:58 Półkowniku: Myślę o moim domu. Dlatego nie mam zamiaru oddawać darmozjadom 40% mojego majątku! Z kolei to Ty udowodniłeś, że za nic nie znasz realiów zarówno Polski jak i zagranicy. Gdyby spółki były dofinansowywane tylko gdy przynoszą zyski, to po co takie dofinansowywanie? Poza tym, politycy nigdy nie pozbawią się takiego koryta. Nawet "uczciwy" PiS, który obiecał uszczuplić administrację, rozrósł ją o 20%!! Oszczędni są ci patrioci. W polske rozkradli majątek ludzie mający niewiele wspólnego z pojęciem uczciwość. Co z kolei fantastycznie udowadnia moją teorię, że urzędnicy nie są w stanie podejmować decyzji mądrych i uczciwych (bo mają to w dupie lub własny interes). Jaki jest sens istnienia państwowych spółek, jeśli mają działać kropka w kropke jak firmy prywatne, z tym że są gorzej zarządzane, czego dowodzi praktyka! (w Polsce takim molochem jest ZUS, nigdy nie przyniósł dochodu, generuje niewyobrażalne koszty). Z szóstym punktem nie chcesz polemizować. dlaczego zatem wszystkiego nie skwitowałeś w taki sposób? "OFM, wygadujsz takie bzdury, że nie wypada mi zniżać się do twojego poziomu"? A to stwierdzenie jest jak najbardziej logiczne. U ciebie śmiesznym jest stwierdzenie, że państwowe spółki zmiejszają bezrobocie. Nie udowodniłeś go, ja zaś udowodniłem że jest dokładnie odwrotnie. Globalne molochy "mogą" spowodować, ale jeśli spowodują, to ktoś się (inny prywaciarz, który chce być lepszy od konkurencji) zainteresuje taką siłą roboczą (lepiej wykwalifikowaną niż Tajki). Jesli zaś zamiast molocha mamy państwo, to prywatna konkurencja jest bez szans (co również udowodniłem) Prywatni respektują coś takiego jak umowa. w przeciwnym wypadku traca zaufanie i idziesz do konkurencji. Urzędnicy są uprzywilejowani, nie mają konkurencji, więc mają cię w dupie. Prywaciarz to nie jest monopolista, bo działa na zasadzie rywalizacji. Twój punkt widzenia (jak wszystkich obrońców rozmaitych trzecich dróg pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem) opiera się na załorzeniu, że urzędnicy się będą starać, podejmować wzorowe decyzje, będą nieprzekupni, uczciwi, a ich spółki będą przynosiły krociowe zyski, przewyższające prywatne firmy. A to założenie jest od początku do końca błędne co udowodniłem w poprzednim i tym poście, a także dowiodła tego historia, Polski i całego świata. Super-MOr - Pią 24 Lut, 2006 17:07 No i mamy konfrontację idei z rzeczywistością: Emi: Łatwo zauwazyć, ze lepiej rozwijają się te, kóre mają niskie podatki (i niskie wydatki budżetowe) - właśnie że bzdura, bo łatwo zauważyć , że takie kraje skandynawskie mają zarówno wysokie podatki, jak i dużą wolność gospodarczą, szybkie tempo rozwoju, duży dochód narodowy i wysoki standard życia; OFM (ciekawe od czego ten skrót...? ): Prywatyzacja Polakom NICZYM się nie różni od prywatyzacji zagranicznym inwestorom - Czyżby Czyli nie ma zupełnie nic złego w tym, że np. ORLEn i Rafineria Gdańska oraz Petrochemia Płocka zostaną wykupione na pniu przez taki powiedzmy Gazprom? Liczy się czysty, goły rachunaek ekonomiczny i nic więcej? Ciekawe tylko, czy także dla Rosjan ważny jest rachunek ekonomiczny i nic więcej...? I tak dokładnie wygląda konfrontacja wyniosłej, wyśnionej i całkowicie oderwanej od życia ideologii ze skrzeczącą, okropną rzeczywistością i tzw. realiami. ---------------------------------------------------- Ogólnie odnoszę wrażenie, że liberalizm prezentowany przez naszych domorosłych debi-liberałków polskich jest ni mniej ni więcej tylko jakąś ekonomiczną odmianą anarchizmu: 'Państwowe ZŁE, prywatne DOBRE!'. Proponuję ciekawy tekst o opozycji demokracja-liberalizm z najnowszej 'Europy' - ale uwaga: ETATYZM! : 'Zawsze mówią - "jesteśmy przeciwko wielkiemu, biurokratycznemu rządowi". Ale to nie rząd zagraża demokracji, tylko wielkie podmioty, które chcą tak naprawdę być poza kontrolą obywateli. /.../ Jeżeli uznać, za Lockiem, że celem wybieralnych rządów jest przyrost indywidualnej wolności, to oczywiście każde naruszenie zasad wolnego rynku przez zbiorowość jest niedopuszczalne, nawet wspólna presja na instytucje polityczne jest podejrzana. Ale jeśli demokracja jest rządem powszechnym powołanym w imię równości, sprawiedliwości i wolności, to nacisk ogółu na politykę, także gospodarczą, jest dopuszczalny, a właściwie konieczny. Oczywiście, czasem rząd robi za dużo - czyli to, co ludzie mogliby robić sami. Nieraz trzeba zreformować jakąś rządową agencję, odbiurokratyzować rząd. Jednak pogląd, że rząd jest złem, a rynek cnotą i że każda regulacja narzucona rynkowi to utrata wolności, toruje drogę praktyce odbierania władzy obywatelom. Bo rząd jest instrumentem demokracji. A demokracja to system, w którym obywatele wspierają się, by działać razem i mieć wpływ na kształt państwa. Kiedy w trosce o środowisko ograniczamy swobodę podróżowania vanami, dotyka to sfery indywidualnej wolności, ale zatrute powietrze też ogranicza indywidualną wolność. Kiedy regulujemy funkcjonowanie wielkich korporacji, linii lotniczych czy giełdy - robimy to, żeby chronić Amerykanów przed nadużyciami ze strony silnych podmiotów prywatnych. Nie dziwię się, że budzi to opór kontrolowanych. Ale pozbawiając się demokratycznych mechanizmów kontrolnych, ludzie odbierają sobie możliwość decydowania o swoim życiu. W Ameryce atak na rząd jest w rzeczywistości atakiem na demokrację. Widzę w takich nawoływaniach arystokratyczne kręcenie nosem na to, że masy mają rządzić, jeszcze jedną próbę odebrania władzy ludziom i oddania jej "arystokracji". 'Od demokracji nie ma ucieczki' - przekonuje Benjamin Barber, politolog http://www.e-fakt.pl/arty...x/Artykul/98248 ptak - Pią 24 Lut, 2006 18:06 @OFM, komunistyczni doktrynerzy też byli święcie przekonani co do skuteczności swoich pomysłów i czym się skończyło? Wylewasz tu żółć nagromadzoną skutkiem swoich a nam nieznanych niepowodzeń. Piszę to po przeczytaniu Twoich postów w różnych miejscach tego forum. Jak na człowieka wyznającego kult sukcesu jednostki, za dużo w tych wypowiedziach goryczy. Twierdzenie, że ludzie nie kierują się nigdy bezinteresownością, miłością, wrażliwością, prowadzi Cię na manowce doktrynerstwa absolutnego. W ten sposób można skompromitować każdą ideę, nie tylko utopijną. Super-MOr - Pią 24 Lut, 2006 18:54 E tam, wcale nie uważam że OFMa musi od razu być frustratem - po prostu młody naczytał się książeczek i teraz myśli że odkrył 'Ogólną Teorię Wszystkiego', taka zwykła banalna nerwicowa nadgorliwośc neofity i tyle Nawet aroganckie zdanka w rodzaju 'Prywatyzacja Polakom NICZYM się nie różni od prywatyzacji zagranicznym inwestorom. Toż to zagranica ma monopol na skur*ysyństwo, sprzedajność i zdradę interesów "narodu"?' bynajmniej nie są jego autorstwa, bo od dawna takie i podobne treści produkuje MICHTRIX i akolici, że niby durne polaczki to sami kretyni i złodzieje, więc najlepiej oddać wszystko jak najprędzej w obce ręce - np. ponad 80 procent polskiego systemu bankowego czy też zwolnić zagraniczne firmy na 3 lata z podatków (a polskie już nie, bo polskie wiadomo: 'głupsze' i 'gorsze' ). Obcy kapitał z zasady jest 'obcy' więc zupełnie naturalne, racjonalne i 'ekonomiczne' jest, że transferuje sobie zyski z prowincji do centrali, i to najczęściej zupełnie legalnie - np. France Telecom bierze stałą wysoką opłatę za użyczenie TPSA swojego znaczka-robaczka '&'. Jak widać więc mówienie o jakiejkolwiek 'uczciwości' zagranicznych firm nie większego sensu, gdyż większośc ich działań jest wprawdzie mniej czy więcej zgodna z prawem, ale za to drenująca dla naszej gospodarki. A jak pisałem: BEZ AKUMULACJI NIE MA KOLACJI. Zdrówko PS: To co, dalej gnębimy nasze forumowe debi-liberałki , czy zaczynamy temat 'Podatki a korupcja'?: http://www.transparency.o..._barometer_2005 How common is bribe-paying? 31% - 50% Cameroon, Paraguay, Cambodia, Mexico 11% - 30% Ethiopia, Ghana, Guatemala, Lithuania, Moldova, Nigeria, Romania, Togo Bolivia, Czech Republic, Dominican Republic, Ecuador, Greece, Indonesia, India, Kenya, Pakistan, Peru, Russia, Senegal, Serbia, Ukraine 5% - 10% Argentina, Bulgaria, Bosnia and Herzegovina, Colombia, Croatia, Kosovo, Luxembourg, Macedonia, Malaysia, Nicaragua, Panama, Philippines, Poland, South Africa, Thailand, Turkey, Venezuela Less than 5% Austria, Canada, Costa Rica, Denmark, Spain, Finland, France, Germany, Hong Kong, Iceland, Ireland, Israel, Japan, South Korea, Netherlands, Norway, Portugal, Singapore, Switzerland, Taiwan, UK, Uruguay, USA OFM - Pią 24 Lut, 2006 21:25 MOr, jak już powiedziałem, z tobą dyskusję zakończyłem i zdania nie zmienię. Ptak, ja po prostu stwierdzam, jacy są ludzie. To nie jest gorycz, gdyby to była gorycz, przejawiałbym żal z powodu tego stanu rzeczy, utyskiwał, zawodził nad zgubną drogą jaką sobie obrała ludzkość. Ja zaś mam to wszystko w dosyć głębokim poważaniu. Interesuje mnie tylko to co dotyczy mnie samego i może mi samemu zagrozić. Dlatego nie obchodzi mnie ani trochę, że michnik głosi antyklerykalizm, bo ja swoich poglądów nie zmienię pod wpływem byle emocji. Za to obchodzi mnie bardzo, jak rząd w imię mniej lub bardziej urojonych racji chce zabrać mi, a dać sobie("wszystkim", ale jak dowiodła historia, co jest wspólne, jest niczyje). Negatywne postrzeganie świata ma ogromne zalety, nikt ci nie wbije sztyletu w plecy, bo wiesz do czego ludzie są zdolni. Co prawda, ciężko z kolei dostrzec pomoc zamiast sztyletu, ale ja przez całe życie radziłem sobie sam i nie widzę potrzeby odmiany. Ale to nie ten temat. Dlatego też mam świadomość tego, że Polak może sprzedać własne interesy rosjanom, jako urzędnik (tym bardziej że ta część społeczeństwa jest niesamowicie podatna na korupcję) jak i właściciel prywatny. Ale to tylko dowiedzie głupoty urzędników, którzy oddaliby komuś tak nierentownemu jak Gazprom rodzimy Orlen (i ci sami mają "przynosić większe zyski niż prywatni właściciele"??) Polacy też mogą z dużym powodzeniem transferować zyski za granicę, do rajów podatkowych, a socjalistyczny kraj nigdy nie osiągnie takiej konkurencyjności przepisów i podatków, żeby kapitał został u niego. Jedyny sposób to obniżyć tak podatki, żeby Francuzom opłacało się transferować zyski do nas. bateria helska - Pią 24 Lut, 2006 21:45 W polske rozkradli majątek ludzie mający niewiele wspólnego z pojęciem uczciwość. Co z kolei fantastycznie udowadnia moją teorię, że urzędnicy nie są w stanie podejmować decyzji mądrych i uczciwych (bo mają to w dupie lub własny interes). Jaki jest sens istnienia państwowych spółek, jeśli mają działać kropka w kropke jak firmy prywatne, z tym że są gorzej zarządzane, czego dowodzi praktyka! (w Polsce takim molochem jest ZUS, nigdy nie przyniósł dochodu, generuje niewyobrażalne koszty). Z szóstym punktem nie chcesz polemizować. dlaczego zatem wszystkiego nie skwitowałeś w taki sposób? "OFM, wygadujsz takie bzdury, że nie wypada mi zniżać się do twojego poziomu"? A to stwierdzenie jest jak najbardziej logiczne. U ciebie śmiesznym jest stwierdzenie, że państwowe spółki zmiejszają bezrobocie. Nie udowodniłeś go, ja zaś udowodniłem że jest dokładnie odwrotnie. Globalne molochy "mogą" spowodować, ale jeśli spowodują, to ktoś się (inny prywaciarz, który chce być lepszy od konkurencji) zainteresuje taką siłą roboczą (lepiej wykwalifikowaną niż Tajki). Jesli zaś zamiast molocha mamy państwo, to prywatna konkurencja jest bez szans (co również udowodniłem) Po pierwsze, OFM, trzymaj nerwy na wodzy i czytaj to, co piszesz, bo wychodzą Ci takie kwiatki, jak "rozrósł ją o 20%". Jeżeli ktoś kradnie, to nie jest uczciwy - chyba oczywiste? Urzędnicy są w stanie podejmować decyzje uczciwe i mądre - Michał Falzman był URZĘDNIKIEM. Urzędnicy nie mają monopolu na przywołane przez Ciebie wady - znam wielu prywatnych lekarzy aplikujących swoim pacjentom leki, na które zwyczajnie tych drugich nie stać - pomimo istnienia NA RYNKU znacznie tańszych zamienników. Robią to WYŁĄCZNIE w swoim interesie, a wbrew interesowi ludzi, którzy obdarzyli ich zaufaniem. W kwestii "państwowego rozdawnictwa pieniędzy" - zwróć uwagę, że emeryci zawyczaj nie pakują swoich dochodów w przedsięwzięcia zwolnione z podatków, nie transferują zysków za granicę, nie grają na giełdzie ani nie kupują sobie lobbystów ułatwiających im interesy społecznym kosztem. Emeryta doceni każdy piekarz, u którego ten kupuje bułki. I oczywistym jest, że podwyższenie emerytur wpłynie na zwyżkę koniunktury (ponieważ emeryt jest z natury rzeczy KONSUMENTEM) np. koncernów farmaceutycznych - emeryci wreszcie nie będą odchodzili z receptą od aptecznego okienka z powodu braku kasy. Zgadza się z tym nawet Korwin-Mikke. Już raz pisałem o inwestycjach militarnych USA. Brak zamówień rządowych (czyli za krwawicę podatników - z gruntu bezsensownych i złodziejskich) natychmiast utrupiłby kilkanaście koncernów zatrudniających bezpośrednio setki tysięcy pracowników, pośrednio (kooperanci, producenci surowców) - miliony. Likwidacja NASA spowodowałaby natychmiastowe odesłanie na kuroniówkę co najmniej kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Pisałem już o tym, więc nie będę sobie strzępił języka. Pragnę też przypomnieć, że Stany wyciągnął z kryzysu nie rynek i nie działający na własną rękę przedsiębiorczy liberałowie, ale na wskroś interwencjonistyczny New Deal, który był gigantyczną inwestycją w infrastrukturę, ale także w ludzi - np. bezrobotni naukowcy tworzyli za państwowe pieniądze monografie poszczególnych zakątków kraju. I to właśnie państwo, a nie rynek, natchnęło ludzi nadzieją (pięknie pisze o tym S. Bellow). Po 29. roku rynek wzbudzał głównie grozę i napędzał klientelę Partii Komunistycznej USA. Wydaje mi się, że znacznie bardziej niż liberałem jesteś ortodoksyjnym darwinistą, a to raczej nie umila życia. I jest takie staroświeckie. bateria helska - Pią 24 Lut, 2006 22:08 Jedyny sposób to obniżyć tak podatki, żeby Francuzom opłacało się transferować zyski do nas. Twój podstawowy problem to brak kontaktu z rzeczywistością, o której rozpisujesz się z taką swadą. Etatystyczni i narodowo do bólu egoistyczni Francuzi transferami zysku łatają dziury u siebie. Podobnie robią banki niemieckie. To zwyczajny skok na kasę. Powiązane tematy
[Kult] Kąty Martwce, trupy smierdzlele, nekromancja 100 dni wg JarKacza Imperium strikes back Korupcja AFERY i aferki Aforyzmy, sentencje, cytaty, anegdoty nWOD? Kryzys finansów publicznych narasta WoD z czym to sie je... Wampir bizantyjski Papua Zachodnia/Udział Polski Kto jest najsilniejszy w swiecie mroku? Fotyga !!!!!!!!!! WABENE !!!!!!!!!! Skupisko wiadomości z grup dyskusyjnych , Index Linki, |